Redaktorka Joanna Gerlich zaprasza na rozmowę z profesor Anną Pobóg-Lenartowicz z Instytutu Historii Uniwersytetu Opolskiego, która opowiedziała nam o wielokulturowości naszego regionu.
"Ta wielokulturowość oczywiście wynika z bardzo skomplikowanej historii, a ta obecna to z całkiem niedawnej historii byśmy powiedzieli, czyli z tego wszystkiego, co się stało w 1945 roku. Natomiast trzeba pamiętać o jednym, że to nie jest cecha tylko i wyłącznie tych ostatnich kilkudziesięciu lat. Śląsk, bo przecież jednak Śląsk Opolski jest częścią tego Wielkiego Śląska, od czasów średniowiecznych zawsze był wielokulturowy.
Przede wszystkim trzeba mówić o osadnikach, o różnych osobach wywodzących się z różnych krajów, którzy się tutaj nagle na Śląsku pojawili. Największe takie nasilenie tej akcji osadniczej miało miejsce w XIII wieku. Generalnie my tę akcję nazywamy kolonizacją, na tak zwanym prawie niemieckim, ale rzadko sobie zdajemy sprawę z tego, że ci pierwsi osadnicy, którzy tutaj właśnie na Śląsku się pojawili na początku XIII wieku, to były osoby wywodzące się właściwie z całej Europy. Ja tylko przypomnę, bo o tym rzadko się pamięta, ale cała ta akcja zaczęła się od takiego hasła, moglibyśmy dzisiaj powiedzieć takiego "fake newsa" w jakiejś mierze, puszczonego za sprawą ówczesnego księcia wrocławskiego Henryka Brodatego i jego żony, późniejszej świętej Jadwigi, że na Śląsku jest złoto. I rozpoczęła się taka prawdziwa gorączka złota. Ja nieraz zresztą mówiąc o tej gorączce złota, moim studentom porównuję ją do takich poszukiwaczy złota opisanych chociażby w powieściach Jacka Londona, czy oglądanych na różnego rodzaju westernach, więc moglibyśmy to przenieść dokładnie tak samo do czasów średniowiecznych tutaj na Śląsk.
Ci pierwsi osadnicy, którzy tutaj się pojawili, to są na przykład osadnicy walońscy, wywodzący się z pogranicza dzisiejszej Francji, Belgii, czy ogólnie mówiąc krajów Beneluksu. Oni pojawili się za sprawą głównie klasztorów, dlatego że instytucją, która bardzo mocno wspierała tę akcję osadniczą, a która przede wszystkim miała środki finansowe, żeby taką akcję przeprowadzić, był Kościół. Klasztory były wielonarodowe, klasztory skupiały osoby pochodzące z różnych krajów i tutaj między innymi na Śląsku znajdował się taki zakon, który się nazywa Kanonicy Regularni i oni pochodzili z takiej niewielkiej miejscowości flandryjskiej i jak przyszło co do czego, to właśnie sprowadzili z tej swojej rodzinnej miejscowości osadników. Oni się osiedlili w różnych miejscach, między innymi koło Wołowa i to dla nich zresztą w 1209 roku książę Henryk Brodaty wydał pierwszy znany nam immunitet związany z tym osadnictwem. Mieliśmy także Francuzów. Francuzi byli zwani w tym czasie w Europie Galami i stąd mówimy o osadnictwie galijskim. Symbolem tych galów, tych Francuzów jest chociażby kogut, tak zwany kogut galijski. Do dzisiaj jest to symbol Francji, zwłaszcza jeżeli się ogląda różnego rodzaju imprezy sportowe, to niejednokrotnie chociażby piłkarze francuscy na koszulkach mają takiego koguta galijskiego albo przed meczem wypuszcza się te koguty galijskie, takie jak się wypuszcza gołębie, z jakichś uroczystych okazji. Dlaczego o tym kogucie mówię? Bo na przykład, też rzadko kiedy sobie zdajemy z tego sprawę, ale w herbie miasta Oławy znajduje się kogut galijski. Dlaczego? Dlatego, że właśnie Oławę założyli ci Francuzi, których wtedy nazywano właśnie Galami.
Już tak naprawdę od XII wieku poprzez cały wiek XIII pojawiali się tutaj ludzie z całej Europy, bardzo wielu oczywiście z terenów Rzeszy Niemieckiej, ale także i z Czech, i ze Słowacji, i z Węgier, którzy tutaj szukali szczęścia, tak można by powiedzieć, szukali jakichś nowych możliwości do życia. Śląsk był wtedy zarośnięty lasami, był jedną wielką puszczą. Książę z tej puszczy nie miał żadnych dochodów, więc to była taka obopólna korzyść i wtedy się zaczęła ta wielokulturowość. Potem jeszcze doszła do tych wszystkich ludzi społeczność żydowska w czasie tych pogromów, które miały miejsce w Hiszpanii najpierw, a potem we Francji za czasów Filipa Pięknego. Więc ci właśnie Żydzi wyganiani z różnych miejsc Europy Zachodniej trafili także na Śląsk. Notabene ich także pierwsze skupiska znajdujemy jeszcze w XII wieku. Z końca XII wieku pochodzi najstarsza znaleziona macewa na cmentarzu żydowskim we Wrocławiu. To był jeden wielki konglomerat różnych ludzi tutaj na Śląsku.
Myślę, że dobrym przykładem tej wielokulturowości Śląska jest oczywiście Księga Henrykowska. Ja zawsze kiedy omawiam wielokulturowość Śląska, poczynając od wieków średnich, zaczynam od Księgi Henrykowskiej. Dodam tylko, że została wpisana niedawno jako pierwszy w ogóle polski zabytek na tą nową listę zabytków UNESCO, Pamięć Świata. Księga Henrykowska to była taka księga uposażeń klasztorom Cystersów w Henrykowie. Ten klasztor powstał w latach dwudziestych XIII wieku, potem przyszli Mongołowie, przyszła Nawałnica Mongolska, dużo tych miejscowości zostało zniszczonych, dużo trzeba było budować od nowa. Wtedy ci Cystersi postanowili jednak spisać swoje uposażenie, żeby właśnie było wiadomo, co mieli, co powinni mieć. Nie ukrywam, że tam co nieco dopisali, ale w tej Księdze Henrykowskiej jest zawartych całe mnóstwo kapitalnych przykładów wielokulturowości. Bo przecież, nawet jeżeli odwołamy się do tego słynnego pierwszego zdania w języku polskim, które w tej Księdze się znajduje, przynajmniej to zdanie uchodzi ciągle za pierwsze zdanie po polsku napisane, czyli tego słynnego "daj, acz ja pobruczę, a ty pociwaj", to przecież wiemy, że wypowiedział je Czech Boguchwał do swojej polskiej żony. Zapisał to niemiecki Cysters w łacińskiej kronice. Zawsze mówię, że to jest kwintesencja wielokulturowości śląska.
I potem to wszystko trwało, ta ludność cały czas się ze sobą mieszała, ze względu też na charakterystyczny układ granic. Jak byliśmy w państwie Piastów, to byliśmy oczywiście na rubieżach tego państwa Piastów, byliśmy tak zwaną pertynencją, przynależnością. W tym słynnym dokumencie Dagome i Judex mówi się o Śląsku, że właśnie Mieszko ofiaruje Stolicy Apostolskiej to swoje państwo gnieźnieńskie z pertynencjami, do tych pertynencji należy Śląsk, czyli byliśmy pograniczem. W pewnym momencie byliśmy taką strefą buforową, pomiędzy najazdami zachodu, pomiędzy najazdami niemieckimi, najazdami czeskimi a ziemiami polskimi. Potem te granice się zmieniały, ale zawsze ten Śląsk był pograniczem, jak wszedł w skład korony Królestwa Czeskiego, to już był pograniczem od strony czeskiej i polskiej. Też ta granica się trochę tam przesuwała, raz w jedną, raz w drugą, raz wielu do nas należał, raz nie należał i tak dalej. A potem znowu byliśmy pograniczem, znowu byliśmy Kresami, jak ten Śląsk w połowie XVIII wieku znalazł się pod panowaniem pruskim. No i przyszedł rok 1945, no i tutaj już zupełnie, totalna wymiana tej ludności.
Z terytorium Dolnego Śląska właściwie wysiedlonych zostało prawie 90% albo ponad 90% ludności. Tutaj z terytorium tego Śląska Opolskiego spora liczba jeszcze w tym czasie po wojnie została, ale na ich miejsce przyszli inni. Przyszli głównie ci, których wygnano z ich rodzinnych terenów na tak zwanych kresach wschodnich. Oprócz tych Kresowiaków, których tutaj historia nieszczęśliwie lub szczęśliwie rzuciła na te tak zwane ziemie odzyskane czy na tereny tej Odrzani, jak to ostatnio opisał Zbigniew Rokita, przybyli także mieszkańcy Polski z innych ziem polskich, głównie z Polski centralnej, z tej tak zwanej kongresówki, z Małopolski. Ale przecież przybyli chociażby Grecy, którzy w tym czasie uciekali ze względu na sytuację polityczną w swoim kraju. Przybyli na przykład Polacy z Francji, górnicy, którzy w czasie międzywojennym byli emigracją polską we Francji i którzy po II Wojnie Światowej dali się namówić komunistom na to, żeby wrócić do Polski. Byli ludzie z Bałkanów. Ostatnio w ramach tego konkursu na najlepszą pracę magisterską o Śląsku wygrała taka praca pana Zawistowskiego na temat kulinariów na Śląsku po II wojnie światowej, tradycji kulturalnej. To coś niesamowitego, nieprawdopodobnego. Ja dopiero czytając tę pracę uświadomiłam sobie jaki tu był tygiel mieszkańców i jak to się wszystko nakładało nawet na takie kwestie jak to co mamy na talerzu. Jak on świetnie opisuje, że na przykład ci mieszkańcy z Kresów Wschodnich byli przyzwyczajeni do uprawy gryki. I tutaj przyjechali i nagle okazało się, że nie ma gryki. Co my mamy jeść? Jaką my mamy jeść kaszę? Nie ma kaszy gryczanej, nie ma potraw z gryki, które stanowiły podstawę naszej kuchni. A z kolei ci z Bałkanów, ci z Grecji przyjechali i okazało się, że nie ma oliwy, nie ma wina. Notabene muszę też powiedzieć, że jak ci Kanonicy Regularni tutaj z tej Flandrii się pojawili w połowie XII wieku, oni dostali Górę Ślężę i co ci francuscy, flandryjscy, bo to dzisiaj ich narodowość to trudno by było określić, co oni w pierwszej kolejności zrobili? Zaczęli na Ślęży zakładać winnice, bo oni sobie nie mogli wyobrazić, że będą się musieli obejść bez wina. Oni byli przyzwyczajeni do tego, że przecież oni piją przynajmniej litr, jeżeli nie półtora litra wina dziennie i tutaj nagle się okazało, że na tej Ślęży jest zimno, że żadna winnica się nie jest w stanie utrzymać. Ale to pokazuje różnego rodzaju kolory tej wielokulturowości.
O, też inny przykład, też bardzo ciekawy. Ci osadnicy, którzy przyszli z zachodu, oni ten Wielki Post mieli krótszy niż w Polsce. W Polsce z powodu gorszej możliwości czy jakości upraw na tym tak zwanym przednówku nie starczało już pożywienia. Były bardzo duże problemy z wyżywieniem, więc żeby ludność się nie buntowała, to Kościół zaproponował, żeby ten post trochę wcześniej zacząć, bo i tak wtedy nic nie możecie jeść, to przynajmniej będziecie na chwałę Bożą pościć. A przybyli ci osadnicy z zachodu, bardzo pobożni, bardzo religijni i dowiedzieli się, że mają ten post o dwa tygodnie dłużej stosować, a pamiętajmy, że wtedy w ogóle nic nie jedzono w tym, ani nabiału, nie tylko mięsa, ale nabiału - niczego. Więc to był bardzo surowy okres postu i teraz im się to narzuca, oni do Papieża samego pisali, bo oni uważali, my jesteśmy pobożni, my zachowujemy swoje tradycje, a tutaj nagle to zderzenie tych dwóch kultur, tych dwóch różnych sposobów, nawet dotyczących takich drobnych rzeczy, odgrywało dużą rolę.
Ale były też na przykład bardzo pozytywne elementy, ja też znowu odwołuję się do średniowiecza, na przykład ci osadnicy przynieśli ze sobą rozwiązania prawne, które na zachodzie obowiązywały, na przykład rozwiązania bardzo korzystne dla kobiety. Na Śląsku pozycja kobiety była o wiele wyższa niż była w Polsce, dlatego że ci osadnicy nie zostaliby tutaj, gdyby te rozwiązania prawne były dla nich mniej korzystne niż w tych macierzystych krajach. Wszystkie kwestie związane z etosem rycerskim, z kulturą rycerską, herby, zawołania, turnieje rycerskie, to wszystko przyszło do nas z Europy Zachodniej właśnie z tymi osadnikami i z tym rycerstwem, które się tutaj także pojawiło i potem za Śląskiem jakby te wzorce przejęli także rycerze z pozostałych ziem polskich.
„Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego”
POSŁUCHAJ: