Czy można dobrze znać miejsce, w którym się mieszka i jednocześnie ciągle je odkrywać? Opolszczyzna kryje historie zapisane w zabytkach, rodzinnych wspomnieniach, muzyce, kuchni i tradycjach. Wyruszamy ich śladem w cyklu Opolskiej Jedna Historia.

Dziś redaktorka Joanna Gerlich zabiera nas do Gogolina Karłubca. To właśnie tam miejscowa grupa dożynkowa kilka lat temu skutecznie zabiegała o wpisanie tradycji wyplatania koron żniwnych na krajową listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego.


Waltrauda Wicher, mieszkanka dzielnicy Gogolina Karłubca. Proszę powiedzieć mi, od jak dawna tutaj się wyplata koronę żniwną? U nas od bardzo, bardzo dawna nawet dokładnie nie pamiętamy, bo to robiły i nasze ołmy i praołmy. Także jak żeśmy dali zapisać to do tej księgi, to żeśmy wyliczyli około 150 lat już te korony się robi. Ale przede wszystkim zawsze było na podziękowanie za żniwa do kościoła. Teraz od 35 lat chyba się robi takie i do kościoła i na dożynki gminne. Jak jest piękna to jeszcze dalej idzie na wojewódzkie czy do prezydenta. Czyli to właśnie co panie tutaj robią, to się panie nauczyły od mam, od swoich babć? Po prostu nauczyłyśmy się od babć, ale i od takich mieszkanek, które wyplatały, bo nasze może ołmy, babcie nie były tak zaangażowane mocno, ale były takie grupy, że to robiły. I od lat w jednym miejscu się robiło i tak zaprosiły nas, przyjdźcie pomóc i tak powoli, powoli żeśmy się wdrażały. Coraz to nas więcej, teraz jest wielka grupa już do wyplatania korony.


Wspomniała pani o tym wpisie, to chodzi o wpis na Krajową Lictwę Niematerialnego Dziedzictwa. Czemu właśnie akurat wasza korona, czym ona się wyróżnia, że tak zabiegaliście o to, żeby ją wpisać? Nasza korona może aż tak się nie wyróżnia, ale mamy taką grupę, która od lat to robiła i uważała, że musimy to przekazać następnym pokoleniom, żeby to te dzieci czy nasze wnuki wiedziały jak to się robi i co jest w księdze zapisane, to jest zapisane i wszyscy wiedzą, że musimy to dalej robić. To nie możemy powiedzieć, a dobra jesteśmy na liście, nie robimy dalej korony, bo po co już jest robiona, także po to, żeby tradycja nie zaginęła. Dlatego właśnie przy tych pracach spotykają się całe pokolenia, prawda? Bo tu i panie bardziej doświadczone, tu małe dziewczynki. No, my walczymy, żeby było więcej tych pokoleń, ale na razie, no my jesteśmy już babcie, tu prawie wszystkie, ale mamy dziewczyny też, no i nasze wnuczki już powoli, powoli, tak bardzo chętnie albo niechętnie, ale przychodzą, przynajmniej nawleka ziarenka to robią, no ale chcemy mieć młode pokolenie, to średnie takie, ale na razie tak bardzo u nas się nie kwapi, nie? My jesteśmy już prawie, że miastem, nie wsią, także ciężko tych młodych zdobyć. Dożynki to taki dzień, kiedy my tą koronę już widzimy gotową, ale powiedzmy, kiedy rozpoczynają się przygotowania, bo jak kombajny wyjadą na pole, to już za późno. W tym roku nas tak zaskoczyło to po prostu, że naraz pani Anna woła, jeszcze nie był koniec czerwca, trzeba iść po zboże, bo zboże jest tak przypalone w tym roku, że my nawet się nie spostrzegły, że w przeciągu trzech dni zaczęły kłosy w kierunku dołu lecieć i tak szybko musiałyśmy zbierać zboże, nie? A potem przyszedł deszcz i po deszczu jest za późno już. Tu mówimy o tym zbożu, ale właśnie takie niektóre prace już pewnie można zimą wykonywać, jeżeli chodzi o te ziarenka. Ale my tak nie praktykujemy zimą, nikt nie ma natchnienia do robienia ziarenek.


My zimą skubimy pierzy, nie? To bardziej tak się spotykamy, a dopiero jak czerwiec, to zaczynamy nawlekać, mamy grupy, co roznosimy ziarenka do tej, do tej i one nawlekają. Każda z Pani ma swoje tutaj zajęcie, swoją działkę, którą się zajmuje? Tak jest, u nas jesteśmy podzieleni na grupy. Jedna grupa, nie można powiedzieć, że ta grupa polna to jest ta sama, co potem obcina te kłosy. Najpierw zaniesie tam na strych, tam się wysuszą i potem trzeba je znieść na dół, obcinać, wiązać te wiązanki. Mamy jedną grupę jeszcze, która robi ściśle przy koronie. Jest to grupa, która dwie osoby wiążą po prostu te ramiona kłosami, jedna osoba ściśle robi te wzorki i łączy na ramiona, a dwie osoby robią ozdóbki takie, że kwiatuszki, które potem są powieszone, a ja robię wzory te ziarenek. Wszystko musi być idealnie równo, bo każdy patrzy po tym kleju, nie może być widać niczego, nie może być widać tak, że widać nasze ziarenka. Muszą przejść kontrole, czy są dobrze robione, czy niedobrze robione.


Anna Wolska. Proszę powiedzieć, jak wygląda zbieranie tego zboża? Już tutaj wiemy, że to końcówka czerwca, tak właściwie w tym roku to był ten odpowiedni czas, żeby pójść na pole. Jakie zboża zbieracie? Najpierw jęczmień ozimy, potem żyto, pszenżyto, pszenica, owiec. To sierpem się, kosałkiem tak zwanym, kosi i robi się snopki, potem się to zwodzi. Tam na ten strych te snopki rozwiązujemy, żeby się dobrze wysuszyło, żeby nie zapleśniało. Szkoda tego przywożenia i cięcia. No i później trzeba znowuż to zebrać, przywieźć i obcinać. Czy wy panie wiecie ile tego zboża potrzeba? Czy to już po tylu latach to jest takie doświadczenie, że po prostu widzi się gołym okiem, że o to nam powinno wystarczyć? Nieraz zostanie połowa, a braknąć jeszcze nie braku, zawsze wystarczy. Także to już tam mamy tak oko na snopki, ile czego. Rolnicy się chętnie dzielą tym zbożem? Macie właśnie takie osoby, z którymi jesteście panie dogadane? Jak to wygląda tak w praktyce? Tak pozwolą, nie mają żadnych sprzeciwów, brać jak jest potrzebne i nawet nie pytać.


Maria Wacławek. Od jak dawna się pani tutaj angażuje w pracę przy Koronie? No ja też tak gdzieś ponad 20 lat. Do której pani grupy należy, albo do wszystkich po troszku? Ja właśnie od takiej grupy z zawijania tym sznurkiem, owijania już zbożem. Kiedyś dużo nadziewałam zboża na druciki, no ale teraz troszkę odmówiło posłuszeństwo rąk i po prostu teraz za inną pracę się łapie. To co też trzeba podkreślić, to że panie nie macie takiego gotowego wzoru, prawda? Nikt tutaj nie przychodzi z projektem graficznym i tak zrobimy, tylko to wychodzi w trakcie. Tak, to jest nasza mistrzyni, tu pani Wala i Inga. To one tam tworzą i one mają taką wizję jak to ma być i możemy tylko trochę albo przytknąć, albo powiedzieć tu troszkę inaczej, albo coś. To już jest takie między nami. Co roku pojawiają się jakieś nowe pomysły, coś podpatrujecie może u innych? No troszkę podpatrujemy, ale raczej nasze panie to już mają swoje takie pomysły i wizję taką i dobrze im to wychodzi. Jakieś takie podstawowe zasady przy tworzeniu korony, to ta główna to chyba, że wszystko naturalne musi być. Tak, wszystko zboże naturalne, te kwiatki, które się tworzą to tak samo, tylko z naturalnych rzeczy, nic nie ma sztucznego i także staramy się, żeby to było. Ileś razy żeśmy już byli w Warszawie, także tam są też takie regory dość ostre, także dobrze nam to idzie.


Irena Wnuk. Pani tutaj odpowiedzialna jest akurat w tym momencie za oplatanie krzyża. W tym momencie tak, oplatam krzyż. W ogóle moim zadaniem, jak tak można nazwać, jest oplatanie sznurkiem korony, później krzyża. Jak to już kończymy, no to wtedy zabieram się za krzyż Krzyż jest też cały opleciony sznurkiem i teraz aktualnie oplatam go ziarenkami. Wszystko musi być równiutko. Każdy sznurek musi być zakryty. To jest taka praca precyzyjna, jest bardzo widoczna później i wszystkie te takie mankamenty, no to później koleżanka musi ukrywać. Od jak dawna się Pani tutaj angażuje w to wyplatanie? No ja już gdzieś prawie 20 lat, nawet ponad 20 lat.


Nazywam się Inga Frank. Za co Pani jest odpowiedzialna tutaj w tej ekipie wyplatającej koronę? Ja jestem odpowiedzialna za montowanie wszystkich tych ładnych rzeczy, które Panie robią, kwiatki, kłosy, słomki. To jest wszystko moja sprawa, żeby to zamontować na koronie, żeby nie było widać sznurka, żeby po prostu była ładna. To takie bardzo odpowiedzialne zajęcie. Każda Pani ma odpowiedzialne zajęcie, ale myślę, że tutaj właśnie ten ostatni etap jest taki bardzo istotny, bo to my widzimy później tego efekty. Znaczy się te wszystkie ozdoby, które my dajemy na koronę, to jest po prostu pierwsza sprawa. Najpierw muszą być one zrobione, a później dopiero Panie, które robią ramiona z kłosów, to one potem na końcu wyplatają właśnie te ramiona. A to czemu akurat taka kolejność? Bo jak potem są już kłosy na tych ramionach, to jest ciężko ten środek montować. Nie można ręki włożyć, bo te kłosy przeszkadzają i my uszkadzamy te kłosy, które są na ramionach i które później dają ten największy efekt, nie? No właśnie, my tutaj stoimy przy tym stelażu, który się zapełnia. To co ważne, to te ramiona są wszystkie owinięte sznurkiem jutowym. To po to, żeby te kłosy nie zjeżdżały? Oczywiście, to jest pierwsza rzecz, że muszą być owinięte sznurkiem, a jak nie ma sznurka, to można i zwykłym płótnem starym, jakimiś paseczki zrobić, po prostu żeby nie było zakładane cokolwiek na taki metal, bo to się i nie, no po prostu to potem zjedzie. Czy Panie jakoś liczycie czas, który Wam jest potrzebny co roku na wykonanie tej korony? Nie, absolutnie nie. To jest, czas jest taki, że jak później kłosy dojrzeją i już mamy zebrane zboże i ono jest wyschnięte, wtedy się zaczyna robić korony u nas, bo jak nie ma kłosów, to jest bez sensu, żeby się robiło. Jeżeli ja takie ozdóbki, które chcę zrobić z kłosów, to nie ma. W tym roku jest bardzo ciężko z zbożem, nie? Ta pogoda, prawda, taka kapryśna, takie mocne upały, żniwa się szybko zaczęły.


Też Panie opowiadały tam parę chwil temu, że musiały przypilnować tych zbiorów. Oczywiście, że tak i tego trzeba pilnować i to właśnie nasza gospodyni, która bierze rower czy auto i jedzie na pole sprawdzać, już to zboże jest dojrzałe, tamto zboże dojrzałe i one wtedy jedziemy i zbieramy. A jak już jest wyschnięte zboże, to już zaczynamy robić środki, owijanie właśnie ziarenkami. Panie, które tutaj też robią krzyż, później będzie jeszcze ozdabiany, zobaczymy jeszcze jakie będą ziarnka, nie? Zawsze dajemy pestki, dajemy soczewice, takie ziarnka, które można ładnie ozdobić i które mają jakiś kolor. Fasola ma kolor, prawda, czerwona? Czerwona, fasolę oczywiście też dajemy, tylko jak na przykład na tej koronie, ja uważam, że tutaj będzie trzeba bardzo malutkie kwiatki zamontować, bo nie ma takiej przestrzeni dużej, bo kiedyś mieliśmy jeszcze taki środek, nie? W środku. I tam można było, jak były przebłyski boczne, to tam już ten środek było widać, że tam ładne kwiatki, ładna robota.


„Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego”


POSŁUCHAJ: