Czy można dobrze znać miejsce, w którym się mieszka i jednocześnie ciągle je odkrywać? Opolszczyzna kryje historie zapisane w zabytkach, rodzinnych wspomnieniach, muzyce, kuchni i tradycjach. Wyruszamy ich śladem w cyklu Opolskiej Jedna Historia.

Agata Gwóźdź zabiera nas do Muzeum Wsi Opolskiej w Opolu. W skansenie w Bierkowicach podczas pierwszej edycji Święta Wzoru Opolskiego w Festiwalu Twórczości Ludowej udało się porozmawiać z mieszkańcami Opolszczyzny, którzy od lat dbają o tradycję i kulturę ludową regionu.


Beata Świątek, dyrektor Muzeum Wsi Opolskiej. Święto Wzoru Opolskiego, Festiwal Twórczości Ludowej to dla nas jest wyjątkowe i bardzo ważne święto, dlatego że ono kieruje naszą uwagę na wzór opolski, ale na twórców ludowych. To oni dzisiaj tak naprawdę są najważniejsi, ich twórczość. Widzimy jak wzór opolski jest coraz bardziej eksponowany i nie tylko na porcelanie, nie tylko na kroszonkach, jest przenoszony również na materiał, dekorowane są domy, więc chcielibyśmy, aby ten wzór nasz opolski, z którego jesteśmy dumni, którym mamy się chwalić, żeby był rozpoznawalny również w Polsce.


Ewa Olbrycht, kierownik działu udostępniania edukacji. Nasi twórcy ludowi to bardzo liczna grupa osób w różnym wieku. Są to zarówno młode panie po 20 roku życia, ale i panie, które zdobią porcelanę, malują porcelanę, kroszonki zdobią i one robią to np. od 40-50 lat, więc grupa jest naprawdę liczna. Czym ten wzór opolski się charakteryzuje? Przede wszystkim to są piękne kwiaty. Oczywiście kwiaty w kulturze ludowej nie są niczym obcym. W Polsce maluje się kwiaty jak chociażby w tej pięknej wsi Zalipie. Natomiast rzeczywiście nasza opolska porcelana jest bardzo charakterystyczna. Ten wzór się wziął z opolskiej kroszonki, ponieważ ten wzór był tak piękny i tak misterny, że ludzie kultury, etnografowie postanowili ten wzór po prostu przenieść na coś trwałego. No i już od tych kilkudziesięciu lat zdobniczki porcelany zajmują się właśnie malowaniem tych pięknych kompozycji kwiatowych i w porównaniu do innych regionów tak naprawdę one są bardzo misterne, bardzo dokładne. I rzeczywiście tyle ile twórców i twórczyń malujących porcelany, tyle jest tak naprawdę wzorów opolskich. Ponieważ schemat jest podobny, stały w tych wzorach, natomiast każda twórczyń ma swoją rękę i swój charakterystyczny styl malowania. A czy my jesteśmy w stanie określić kiedy i gdzie po raz pierwszy ten wzór się pojawił? Tak, to pierwsza, tak naprawdę pierwszą osobą, która właśnie w latach chyba sześćdziesiątych przenosiła ten wzór opolski to była pani Stefania Topola, pierwsza prezes Stowarzyszenia Twórców Ludowych. I ona rzeczywiście jako pierwsza wykonała te pierwsze naczynia, aczkolwiek było to bardzo skomplikowane, ponieważ próbowano przenieść również metodę tradycyjną, czyli te naczynia wydrapywano, a dopiero w późniejszym czasie je zaczęto malować dla ułatwienia. No i rzeczywiście tak już od tych kilkudziesięciu lat ta opolska porcelana tak naprawdę święci triumfy jest znana w całej Polsce, ale i na świecie.


Nazywam się Okos Agnieszka, jestem twórcą ludowym z Przyworów Opolskich, a ze mną przyjechały moje kursantki, a zarazem moje najfajniejsze przyjaciółki. Zdecydowanie jest to na pewno tradycja rodzinna, ponieważ głównym prowodyrem, może nie prowodyrem, ale taką osobą, która była zaproszona do współpracy przy tworzeniu opolskiej porcelany była Stefania Topola z domu Warwas, a później po mężu Okos. Jest to moja ciocia. Historia jest bardzo długa, ona wygrała swego czasu jeden z tych konkursów organizowanych przez Muzeum Śląska Opolskiego, natomiast podczas jednego z tych konkursów etnografowie postanowili tą osobę, która wygra konkurs, uhonorować takim dodatkowym zaszczytem, czyli stworzeniem opolskiej porcelany. Już był zamysł, a osoba, która właśnie wygrała ten konkurs, czyli w tym momencie Stefania Topola, była zaproszona do wykonania pierwszych takich próbnych talerzyków, filiżanek nawiązujących właśnie do wzornictwa przeniesionego z kroszonki. Moja babcia, która również zajmowała się twórczością ludową, niestety zmarła, gdy ja miałam dwa lata. Po niej zostało bardzo dużo takich przedmiotów użytkowych. Były to jakieś półeczki na przyprawy zdobione we wzór opolski. Były to warzechy, były to obrusy, była to również porcelana i kroszonki. Jako dziecko ja zawsze lubiłam się im przyglądać. Potem zaczęłam drążyć temat, rodzice mi w tym bardzo mocno pomogli. Skontaktowali mnie z ciotkami, które przyjeżdżały raz na jakiś czas z zagranicy do Polski w odwiedziny i tak udało mi się troszkę tą tradycją nasiąknąć od małego i ta pasja trwa do dzisiaj. Nie jest to trudna praca, aczkolwiek wymagająca trochę cierpliwości i trochę czasu. Żeby się tego nauczyć faktycznie potrzeba paru takich miesięcy wytrwałego ćwiczenia, żeby zapoznać się z narzędziami, w tym przypadku stalówka z obsadką, żeby poznać taką strukturę tych farb naszkliwnych, które też nie są łatwe do opanowania na początku, ponieważ mają zupełnie inną konsystencję niż farby, które możemy na przykład kupić w sklepie plastycznym. Też jest potrzebny nam do tego piec do wypału ceramiki, czyli kolejna rzecz utrwalanie, która też jest bardzo specyficzna i bardzo charakterystyczna dla naszej sztuki ludowej, ale myślę, że jak ktoś jest na tyle wytrwały i na tyle cierpliwy i pokocha tą sztukę, to tak jak pani zobaczy tutaj na naszych stoiskach, szczególnie też u moich kursantek, to po prostu jest przelewanie tej miłości na ceramikach.


Dzień dobry, nazywam się Joanna Wąs-Mostowska, jestem z Opola. Maluję porcelanę, zaczęło się tutaj w Muzeum Wsi Opolskiej na warsztatach, także od tego czasu właśnie tworzę, dużo też maluję w domu, no bo trzeba ćwiczyć. Ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć. Właśnie nie mam żadnych tradycji rodzinnych, tak mi się spodobało malowanie na porcelanie. Moja ciocia ma dużo wyrobów opolskich, no i tak mnie urzekła ta porcelana. Trzeba sporo cierpliwości, ale po prostu lubię to robić i wieczorami sobie siadam, zapalam swoją lampkę i maluję.


Piotr Szafrański, prezes Stowarzyszenia Twórców Ludowych Oddział Opolski. No akurat u mnie hafty, typowe hafty tutaj dla terenu opolskiego, ale poza tym pozostali twórcy pokazują i porcelanę, i kroszonkę, i pisankę, i kwiaty z bibuły. A mi zależy na tym, żeby jednak ten wzór, który kiedyś był wyszywany na fartuchach, czy na chustach, dalej mógł zaistnieć w nowej formie, czyli możemy spróbować go przenieść na ubrania codzienne, obecne, ewentualnie jakieś rzeczy związane z wystrojem domu. To jest kwestia też podążania za nowoczesnością, docierania do młodszego pokolenia. Dokładniej wprowadzenie designu tego tradycyjnego w nowe przestrzenie.


Sandra Murzicz, Fundacja Opolskie Dziołchy. Wzór opolski na porcelanie jest znany, mam wrażenie, lata 70., 80., 90. Też może troszkę zaczęło to podupadać wraz z upadkiem Cepeli, ale my jednak do tego wracamy, no bo to jest nasze dziedzictwo, nie można się tego odciąć. Kroszonka, pisanka to są rzeczy, które tutaj były zawsze, one dochodzą, tak właśnie jak pisanka z ludnością kresową, teraz motanki wraz z ludnością ukraińską, więc naprawdę to jest tak przebogaty region, a często o tym nie wiemy. Mnie często pytają, a co tutaj takiego ciekawego na tej wsi? No właśnie to jest to, że my jeździmy na Bali, Indonezję, Tajlandię i się zachwycamy tym folklorem, a on jest u nas i można się zachwycić, nie trzeba koniecznie wyjeżdżać daleko, można pojechać na wioskę pod Opolem, nawet rowerkiem i odkryć naprawdę przepiękny folklor, rękodzieło i ludzi, którzy przede wszystkim to tworzą.


Janik Renata, jestem ze Szczedrzyka, jestem twórcą ludowym od bardzo dużo już lat. Najpierw byłam kroszonkarką, a później zaczęłam malować na porcelanie, na drewnie, na torbach. Gdzie się tylko da, bo to bardzo lubię, jest to moje hobby, jak powiedzieć. Jak to się u Pani zaczęło? To było z pokolenia na pokolenie, od mamy, od babci? Zaczęło się to tak, że my w domu zawsze przed Wielkanocą, Wielki Piątek, to już było drapanie jajek. Mama to robiła i siedzieliśmy z rodzeństwem i najpierw była brzytwa od ojca. Później przyszły żyletki, jak wyszły później nożyki do tapet, to zaczęłam nożykami do tapet. A teraz skończyło się na takich nożykach, które tu jeden pan robi. Robi się to bardzo dobrze i ręka już jest wprawiona i jedziemy o polskim wzorem. A młode pokolenie, jak to wygląda? Tak, ja mam córkę, która też tak samo jak ja drapie, maluje i już teraz mógł, który też i drapie i maluje i bierzemy udział w konkursach i nawet dość fajnie nam to idzie. Najbardziej cieszy to się, że z tymi twórcami się znowu spotkamy i jeżeli ludzie przychodzą, a podziwiają takie coś, to my chętnie przekazujemy jak to robić i wszystko opowiadamy. Na początku jest to trudne, ale ja przekazałam te wzory z tej kraszanki, które najpierw na tą porcelanę. I wszędzie to teraz, czy na ściany, czy na torby robię, czy nawet rower sobie pomalowałam, ten wzorek o polskim, także, że w mojej wsi rower jest już znany o wszystkim.


Ewa Olbrycht, kierownik działu udostępniania edukacji. Mamy również i rzeźbę i plecionkarstwo, natomiast rzeczywiście twórczynie, te które przynajmniej należą do stowarzyszenia twórców ludowych, zajmują się właśnie głównie zdobieniem jajek tradycyjnymi technikami oraz właśnie malowaniem tych wzorów kwiatowych. Jest to coraz liczniejsza grupa i tak jak powiedziałem wcześniej, coraz młodsze osoby się tym zajmują. Trochę też zmieniły się takie możliwości zostania twórcą ludowym, bo nie trzeba już w tej chwili mieć tych umiejętności z dziada, pradziada. Można się tego nauczyć właśnie od twórcy ludowego i również tym twórcom zostać. I na waszych warsztatach na pewno. Dokładnie. Podczas tej imprezy mamy całą jedną zagrodę właśnie, w której przebywają panie z naszych warsztatów, które biorą udział w naszych wydarzeniach, zajęciach już od kilku lat. Szkolą cały czas swoje umiejętności. No i w jednym miejscu można zobaczyć jakie poczyniły postępy w ciągu tych dwóch lat i w jaki sposób teraz właśnie malują tę opolską porcelanę.


Jestem Julia Datczenko i jestem twórczynią ludową z pisankarstwa i wycinanki. Co jest charakterystyczne dla tych pani pisanek? Najpierw chcę powiedzieć, że co roku zbieramy się i piszemy pisanki w Muzeum Wsi Wolskiej w Opolu. Mamy taką grupę stalą i co roku próbujemy coś, nie tylko nowe, mogę powiedzieć, że nie najnowsze, a to, co jest tradycyjne. I w tym roku spróbowałyśmy zrobić pisanki z naturalnymi barwnikami, ponieważ oczywiście czym więcej takich kolorów, to wydaje się, że pisanka jest taka różnokolorowa, różnobarwna, taka radosna, wesoła. Ale zauważyłyśmy, że naturalne barwniki bardzo takie delikatne, ciepłe i te na przykład brązowe albo żółte. I teraz dla kogoś pisankarstwo zaczyna się w lutym, w marcu, a dla nas ono już zaczęło się, ponieważ mamy do zbioru. Trzeba już zebrać zielone orzechy. Trzeba już owoce bzu czarnego zamrozić.


Beata Świątek, dyrektor Muzeum Wsi Opolskiej. Powiedzmy o tym młodszym pokoleniu. Czy oni się garną do tego, żeby te tradycje od mam, od babci jakoś przejmować? Garną się, ale nie tylko od babci, od mam, ale także na warsztatach, które my jako muzeum organizujemy. Jest coraz więcej chętnych i są osoby chętne, zarówno dzieci i dorosłe, które nie miały wcześniej takiej tradycji w rodzinie, ale przez to, że to jest popularne, to jest ładne, to jest dodatkowe zajęcie poza godzinami czy nauki, czy pracy, więc ono wciąga i jest ten przekaz pokoleniowy, międzypokoleniowy, ale też inspiruje dorosłe osoby, które nigdy wcześniej nie znalazły w swoim życiu takiego miejsca na artyzm, a ta kultura ludowa właśnie wypełnia tą lukę.


„Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego”


POSŁUCHAJ: