Z jednej strony coraz mniejsza ilość wody i ekolodzy chcący zakazu sprzedaży żywego karpia. Z drugiej klient, który chociażby z wygody nie chce kupować nieprzetworzonej ryby. To m.in. z tym zmagają się hodowcy.

- Rygorystyczna, drastyczna zmiana warunków gry w sprzedaży karpia spowodowałaby trudne do wyobrażenia konsekwencje. Po prostu hodowcy zostaną z rybami - mówił Andrzej Lirski, z Instytutu Rybactwa Śródlądowego w Olsztynie.

- Żeby ten karp był nie świąteczny tylko całoroczny to przede wszystkim musimy iść w rozbiór tego karpia na elementy, no i przede wszystkim szukać rynków zbytu. Przetwórnia, czyli spółka moja sprzedaje na rynki angielski i polski - podkreślał Krzysztof Pawliszyn, hodowca karpia.

- Dużo osób odwiedza restauracje. Warto tego karpia tam pokazać, wyeksponować. Przeszkolimy zarówno i restauratorów, co już robimy drugi rok z rzędu, ale żeby też ten kelner zachęcił do skonsumowania tego karpia - zaznaczał Jakub Roszuk, prezes Rybackiej Lokalnej Grupy Działania Opolszczyzna.

A w naszym województwie rocznie produkuje się od 1600 do 1700 ton karpia. To około 10% krajowej produkcji.