25 dzieci z opiekunami przyjechało do Kędzierzyna-Koźla pod koniec czerwca. W zaprzyjaźnionym Kałuszu znaleźli schronienie, gdy na ich domy spadały bomby.
- To są dzieci rodzin, które doznały ogromnego cierpienia, bo większość tych dzieci utraciło ojców na wojnie. Jak opowiadała mi jedna z opiekunek, tam na ulicach obecnie nic się nie dzieje. Chodzą kobiety, a jeżeli pojawi się jakiś mężczyzna, to bez nogi lub ręki. Tak wygląda perspektywa wojny tych dzieci, które do nas przyjechały - mówi wiceprezydent Kędzierzyna-Koźla Wojciech Jagiełło.
Gmina od początku wojny włącza się w pomoc. Organizowane były transporty potrzebnych rzeczy za granicę. Do miasta przyjechało wielu Ukraińców. W minionym roku szkolnym w tutejszych szkołach podstawowych uczyło się prawie 300 dzieci z Ukrainy.