Po dwóch dniach w zakładzie pogrzebowym w Izbicku, który jest jedynym w miejscowości, rozdzwoniły się telefony klientów, z pytaniami, czy to właśnie ktoś z tego zakładu siedział za kierownicą samochodu.
- Po prostu zrobiło się mało przyjemnie. Informacja poszła praktycznie na całą Polskę, w różnych telewizjach, w różnych radiach, w różnych gazetach, czasopismach. Bardzo nam jest przykro z tego powodu, bo naprawdę bardzo dużo ludzi nas z tym kojarzy, co oczywiście zasugerowało miejsce kontroli i chcielibyśmy się z tego wyplątać, na ile to możliwe - mówi Beata Ibrom-Duda, współwłaścicielka zakładu pogrzebowego w Izbicku.
Dodajmy, że 44-letni mieszkaniec powiatu opolskiego, który nie był związany z zakładem w Izbicku, musi liczyć się z wysoką grzywną i zakazem kierowania pojazdami.