Tej kończą się obecne złoża i latami stara się o możliwość wydobywania kruszywa na 27 ha pomiędzy Przyworami a Miedzianą. Jak na razie bezskutecznie. Działania - jak mówi prezes - pochłonęły 1,3 mln zł. Tymczasem włodarz gminy wysuwa swoje argumenty. A są nimi sprzeciw mieszkańców, ekologia i ekonomia.
- Szala już się troszeczkę przedobrzyła. Komisja urbanistyczna wyraźnie zwróciła uwagę na to, że plusy i minusy niestety nie równoważą się nawet, tylko mamy sytuację taką, w której wychodzimy dużo na minus i zalecono nam zwiększoną ostrożność - przekonuje wójt Krzysztof Mutz.
- Upór wójta stoi na drodze tylko w tym momencie. W trakcie odbywających się spotkań z Panem wójtem zawsze mieliśmy zapewnienia o jego pozytywnym stosunku. Wszystkie opracowania hydrogeologiczne wskazują, że nasza działalność nie powoduje tam żadnych zmian w stosunkach wodnych - mówi prezes Jerzy Dryja.
Decyzja leży w rękach gminnych radnych. To oni mają podjąć na sesji uchwałę w sprawie nowego studium zagospodarowania przestrzennego. Jeśli będzie ono niekorzystne dla spółdzielni, ta zapowiada skierowanie sprawy do sądu.