W luksusowych warunkach, z usług krwiobusu skorzystały 22 osoby. - Akcja, którą organizują strażacy we współpracy z urzędem gminy, ośrodkiem kultury, ma już miejsce bodajże po raz 10. Zawsze organizowana w okolicach dnia św. Walentego - zaznacza wójt Marek Pietruszka. Strażacy przygotowali słodki poczęstunek by po oddaniu krwi, nabrać sił. - Krew jest bardzo potrzebna, to jest jedyny lek, którego nie da się wyprodukować metodą chemiczną. Tylko po prostu trzeba ludzi, którzy oddają krew i pomagają - mówił Denis Harynek z OSP Strzeleczki. A czy jest się czego bać siedząc w fotelu krwiodawcy? Wszyscy kręcili głowami. - Nie jest strasznie, a oddaję żeby pomagać. Może kiedyś mi też się przyda - podkreśla jeden z uczestników, a drugi dodaje: - Nie ma czego się bać. Trzeba być trochę odważnym, ale nie ma czego się bać.
W sumie podczas kilkugodzinnej akcji oddawania krwi, udało się zebrać niemal 10 litrów życiodajnego płynu.