Przypomnijmy, 5 lutego toyota auris zjechała z drogi i uderzyła w drzewo. 35-letni kierowca zginął na miejscu. Śmierć poniosła również jego 30-letnia żona i półroczna córeczka. Ocalał jedynie 6-letni syn.
- Jeżeli wszystko się powiedzie, a zapewne tak będzie, to jutro będziemy chcieli chłopca budzić i odłączyć od respiratora, żeby oddychał samodzielnie. Jesteśmy na takim etapie w tej chwili, kiedy bardzo ważna będzie obecność osób bliskich w całym tym nieszczęściu - mówił dr Wojciech Walas, kierownik oddziału Anestezjologii i Intensywnej Terapii Dzieci w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym w Opolu.
Rodzina chłopca jest objęta opieką psychologów. On sam ma złamane obie kości udowe i lewego przedramienia. Amputowano mu rękę. Proces rehabilitacji zajmie zdaniem medyków wiele miesięcy.