Nie żyje 40 i 70-latek - mieszkańcy budynku wielorodzinnego, w którym w sobotę (23.11) wieczorem wybuchł pożar.

Palił się trzykondygnacyjny budynek. Gdy strażacy dotarli na miejsce, ogniem objęta była już część pierwszego piętra i 3/4 poddasza. Trzeba było użyć drabin, żeby jak najszybciej zdusić płomienie i tym samym zapobiec zawaleniu się dachu. W tym samym czasie trwała dramatyczna akcja ratunkowa. Z dziesięciu osób, które przebywały w budynku, uciec udało się tylko siedmiu. W płonącym mieszkaniu znajdował się m.in. 9-letni chłopiec. Jak donoszą strażacy, w całej sytuacji zachował się bardzo przytomnie, bo schował się pod wersalką i nakrył kocem. Dzięki temu udało się go uratować. Dwóch innych mężczyzn już nie, mimo prowadzonej reanimacji. 

Strażacy walczyli z ogniem i jego skutkami przez 18 godzin. Ostatnie jednostki wróciły do bazy dopiero w w niedzielę przed południem. 

---------------------------------------------------------------------------------------------------

Wyjeżdżając do tej akcji mieli świadomość, że może wystąpić konieczność ratowania życia i tak się też stało. Strażacy, którzy walczyli z pożarem domu wielorodzinnego w Nadziejowie uratowali życie 9-letniego chłopca. Mimo wszelkich starań nie udało się jednak uratować dwóch mężczyzn, 40 i 70-latka. Ogień pojawił się w budynku w sobotę późnym popołudniem. Zamieszkiwało tam 10 osób, 7 z nich opuściło budynek przed przyjazdem straży. - Prawdopodobnie właśnie na tym pierwszym piętrze doszło do tego pożaru w jednym z mieszkań. Informacja, bezpośrednio po dojeździe była taka, że prawdopodobnie wewnątrz znajdują się osoby ze wskazaniem na dziecko. Została przeprowadzona skuteczna ewakuacja tego dziecka, 9-letniego, przy użyciu drabiny przystawnej do okna na pierwszym piętrze budynku. Chłopiec został ewakuowany, przekazany pod opiekę ratownictwa medycznego. Wiem, że jego zdrowiu nic nie zagraża. Zostały oprócz tego chłopca ewakuowane jeszcze dwie osoby dorosłe, mężczyźni. Obaj byli w trakcie ewakuacji nieprzytomni i po długiej resuscytacji i próbach strażaków i ratowników medycznych, niestety nie udało się tym osobom przywrócić życia - mówi brygadier Paweł Gotkowski, p.o. komendanta powiatowego komendy Powiatowej PSP w Nysie. Akcja gaśnicza trwała ponad 17 godzin. Ostatnie jednostki wróciły do bazy dopiero w w niedzielę przed południem. Strażacy tłumaczą, że na określenie przyczyn tej tragedii jest jeszcze stanowczo za wcześnie. O tym, czy pozostali mieszkańcy wrócą do swoich mieszkań zadecyduje nadzór budowlany.