Od 100 lat przemierzają całą wieś wodząc niedźwiedzia. Tradycja w Krępnej sięga czasów I Wojny Światowej i dalej jest kultywowana.
Orszak muzykantów, z niedźwiedziem na czele, a także myśliwym, babą, diabłem czy śmiercią odwiedził każdy dom. Gospodynie, obowiązkowo, ale i z nieskrywaną przyjemnością, musiały zatańczyć z berem. - Niedźwiedź jest winny całemu złu, które się zrobiło na wsi i dlatego chodzimy z tym niedźwiedziem po całej wsi, żeby on odkupił to swoje zło. Gospodyni musi z nim obowiązkowo zatańczyć. Niedźwiedź musi podeptać, jak my to mówimy, obornik, żeby się w gospodarstwie darzyło – wyjaśnia Marek Gołąbek, szandara Krampskich Berów.
Tradycja wodzenia niedźwiedzia zazwyczaj przechodzi z ojca na syna. W Krępnej to już kilka pokoleń. Ale i w całym regionie zwyczaj przeżywa swój renesans.