Po ponad dobie od wybuchu pożaru chemikaliów składowanych nielegalnie w Kędzierzynie-Koźlu, akcja straży pożarnej dobiega końca. Większość beczek zmagazynowanych przy ul. Chełmońskiego się wypaliła, pozostała część musi zostać poddana utylizacji.

Przez kilka dni prowadzony będzie monitoring wody i powietrza w rejonie pogorzeliska, a policja i miasto - wedle ustaleń na spotkaniu sztabu kryzysowego - wzmocnią kontrolę pozostałych nielegalnych składowisk z materiałami niebezpiecznymi, czyli na ul. Portowej i Strzeleckiej.

- Ten pożar nie był prostą akcją gaśniczą, dlatego że były to substancje płynne, niebezpieczne i takie, które mają tendencję do tego, by wybuchać. Operowaliśmy tak prądami gaśniczymi, aby skutecznie zabezpieczyć budynki, które były obok, jak również oddziaływać na pożar w taki sposób, żeby nie powodować skażenia. Rozpoczęliśmy badania próbek wody, ze względu na to miejsce, czyli zbieg Kanału gliwickiego i rzeki Odry. Będziemy badali, jeżeli cokolwiek miałoby się dostać, jaki to będzie miało wpływ. Zabezpieczamy w trybie stałym wszelkiego rodzaju składowiska, które stanowią zagrożenie. Wszędzie będzie zlokalizowany monitoring, jak i stałe posterunki policyjne, jak i straży miejskiej - mówili komendanci kędzierzyńsko-kozielskiej straży pożarnej i policji: starszy brygadier Piotr Dudek i młodszy inspektor Hubert Adamek oraz wojewoda opolski Sławomir Kłosowski, a także szef opolskiego WIOŚ Wojciech Jarczak.

Policyjni technicy i biegły z zakresu pożarnictwa mają wkroczyć do działania zaraz po zakończeniu akcji strażaków, by zebrać dowody, które pozwolą ustalić, jak doszło do pożaru.