Dziś rozmowa Joanny Gerlich z Wojciechem Glenskiem, reprezentującym Stowarzyszenie Osób Narodowości Śląskiej, Towarzystwo Pro Loquela Silesiana i Radę Języka Śląskiego.
JG: W zeszłym roku do 20 opolskich gmin trafiły takie tabliczki z napisem właśnie Gołdomy po śląsku. To jest głównie zachęta dla mieszkańców, żeby oni się nie wstydzili właśnie gołdać?
WG: Ta akcja ma upora wymiarów. Pierwszy to je to z tymi, co mają problem, że nie poradzą w przestrzeni publicznej gołdać. Nie tyle, co nie poradzą, ale boją się, mają traumy pokoleniowe, nie poradzą się po prostu odezwać. I sam w tym przypadku te naklejki, te upcybildry mają konkretnie pokazać: sam słuchajcie, nie powinniście mieć gańby, sam mogecie spokojnie gołdać. Nawet jeżeli ktoś po drugiej stronie nie poradzi wam się odezwać po śląsku, to na pewno na zicher się krzywo nie baje patrzeć. Drugą kwestią jest tako, co by też przekonać samych Ślonzoków, że ich gołdka ma wartość. Z tym troszkę ludzi ma problem. Sami Ślązocy są troszkę nie do końca świadomi tego, jak duże bogactwo w duma mają w postaci gołdki. I to też widać bardzo dobrze w postaci tego, że bardzo często nie przekazują tej gołdki dalej swoim bajtlom. Ale to w wyniku głównie z tego, że nie widzą sensu. Ja, skoro nie znają wartości swojej gołdki, to też potem nie czują tej potrzeby przekazania. Jeżeli my im pokorzymy, że to jest istotną część składową naszej lokalnej kultury, naszej tożsamości, tym bardziej widząc to, co się dzieje w mediach, że gołdka je teroz bardzo chętnie pokazywano nie tylko w lokalnych mediach, ale też w publicznych. Bo oglądając co drugi dzień telewizję śniadaniową, to są zaproszeni jacyś celebryci, którzy tworzą treści cyfrowe po śląsku. To już powinno to dać do myślenia, że postrzeganie gołdki jest już całkiem innym niż 10, 20 czy 30 lat temu, kiedy faktycznie można było się spotkać z takimi reakcjami, że jak ktoś publicznie gadał, to się na jego krzywo patrzyło. Teraz je teroski jest całkiem inaczej.
Ludzie wykształceni, ludzie z branży biznesu, prezesi wielkich firm, osobiście, są takie przypadki, prowadzą negocjacje wielomilionowe po śląsku, bo wiedzą, że nawiązując podobny kod językowy do drugiej strony, łatwiej dojdą do porozumienia i wynegocjują lepsze warunki. Widzimy na co dzień, że ten język w tym momencie zdecydowanie przechodzi pewien renesans, pewne odrodzenie, na nowo zyskuje nowych użytkowników. My jako Ślązoki sami tego nie doceniamy, ale mi też troszeczkę otwarło postrzeganie tego problemu rozmowy z ludźmi, którzy się sami przekludzili, którzy są zafascynowani śląskiemu, śląską kulturą, śląską gołdką, ludzie pod Opolem mieszkający. Nieraz spotykuja się z takim zarzutem, że oni chętnie by chcieli poznać to bliżej, też nauczyć się gołdki, ale my, Ślązoki, do nich nie godomy po śląsku. A oni by chętnie też chcieli się pogodać, ale nie mają się kań tego nauczyć. Jak wiadomo, z mediów czy z TikToka to wiadomo, to nie jest dobra droga. Lepiej z tych kontaktów interpersonalnych, między sąsiadami. I też mam takiego sąsiada spod Oleśnicy, który się pora lot tymu przekludził do mojej wsi, który mnie na każdym kroku poprawił. Wojtek "gadaj do mnie, bo mi się to podoba". I to pokazuje też, że my niepotrzebnie czasem się hamujemy, bo małe prawdopodobieństwo, że kogoś urazimy tym, że go dumy. Prawdopodobieństwo, że trafimy na osoba, która chce to chłonąć, chce poznać naszą godkę, naszą kulturę i dajmy im na to szansę.
JG: Bo właśnie jest chyba taka moda na folklor, chociażby wzór opolski, który staje się wszechobecny, wszędzie go można znaleźć, na szklankach, wiadomo na tej porcelanie, ale na ubraniach, na biżuterii, więc robi się moda na taki śląski?
WG: Ja tego nie lubię nazywać folklorem, bo folklor przez całe lata PRL-u sprowadzał się do takiej zaakceptowanej przez państwo komunistyczne wersji śląskości, czyli Cepelie, czyli Zespół Pieśni Tańca Śląsk do świąt górniczych, ale wszystko co wychodziło poza te ramy było szybciutko ucinane. Lubię to bardziej nazywać regionalizmem, nie ludowością, bo ludowość też mi się tak pejoratywnie troszeczkę kojarzy. Lubię to nazywać regionalizmem, bo te regionalizmy w Europie są bardzo żywe. Ludzie ze Śląska, co jeździli przez lata do Austri, na Bajery, spotykali się tam z tymi regionalizmoma typu Bajerołki, Tyrolczycy, no i byli tym zafascynowani jak mocno ci ludzie byli przywiązani do swojej lokalnej tożsamości. I nieraz zapominali o tym, że oni sam w domu też mają coś takiego swojego unikalnego, co ich wyróżnią w skali swego kraju, ale też nie kłóci się z pojęciem państwa. Uważamy, że to jest pewna część składu państwa, w którym żyjemy, ale chcemy podtrzymywać na naszą lokalną tożsamość to, co nam przekozywali nasi ojcowie, nasi ołpowie, bo po śląsku takie poprawdzie ludzie sam gołdają od wieków.
Wiadomo, ten śląski się na przestrzeni wieków trochę zmienią, różne wpływy go kształtowały, ale najbardziej pierwotną gołdką z samych tych ziem, najbardziej zakorzenioną, to jest śląska gołdka.
JG: To nawet troszkę w nawiązaniu do wakacji, jak np. jadymy w jakieś odległe miejsca, też szukamy czegoś oryginalnego, może takiego powiedzmy niszowego, właśnie zapominając, że sami właśnie mamy ta innyność w takim pozytywnym znaczeniu.
WG: Wydaje mi się, że nasz region opolski szczególnie, zacznie troszkę dostrzegać ten potencjał tej różnorodności kulturowej akurat w ujęciu tym śląskim, bo trzeba pamiętać o tym, że nieroz troszka spotykam się z takim postrzeganiem, że we województwie śląskim "ja albo tam się doŁ śląskie tematy ciągnąć, a u nas się nie doł" .Ja się pytam, a czemu? Procentowo województwo śląskie ma 10% udziału osób gadających i poczuwających się do śląskiej tożsamości w naszym województwie. Też mamy kolej 9%. OK, to są inne stosunki ilościowe, ale zajś lubię porównywać, taki przykład dować. We Katowicach koło 7% mieszkańców godoł po śląsku, a przecież Katowice w postrzeganiu takich stereotypów śląskich są uważane za bijące serce Śląska, a my mamy w województwie opolskim gminy typu Jemielnica, typu Reńska Wieś, Strzeleczki, Walce kaj momy bez mała 60% ludzi według spisu powszechnego gadających po śląsku, a też uważałbym, że troszeczkę jest to niedoszacowane. Myślałem, że nie powinniśmy mieć żadnych kompleksów na tym punkcie i jak najważniej chwalić się tym, co mamy jako domy, jako kultura, jako obrzędy i wykorzystywać to m.in. do autopromocji naszego regionu, naszego województwa. Do tej pory malutko się robiło na tym punkcie, a uważam, że potencjał jest przeogromny.
JG: Jak można ten potencjał w takim razie wykorzystać? Jak można to nakręcić?
WG: Myślam, że skopiować wystarczy pewne schematy, pewne mechanizmy, które udało się wypracować w województwie śląskim, jak uczyć się o to najlepszych. A województwo śląskie jest ewidentnie kojarzone z tym, mimo że etnicznie te teryny śląskie to tak naprawdę może jest jedna trzecią województwa śląskiego, a całą wschodnią część to nie są ziemie etniczne śląskie. A mimo to województwo śląskie potrafiło to wykorzystać i plus. A województwo opolskie, jak będzie patrzeć, to w osiemdziesięciu procentach są ziemie Górnego Śląska historyczne, kaj na większości ludzie jednak zauważą, że na tych wioskach gadają. Okej, tkanka miejską niekoniecznie godo, to z wiadomych względów wymiany ludności po czterdziestym piątym roku, ale te wioski w dalszym ciągu są żywe. My może troszeczkę tak kompleksowo podchodzimy do tego, że albo tam we miastach się godą, a u nas nie. Ale ja też zawsze godę ludziom. Jak jedziesz do Opolu do sklepu, odzywasz się po śląsku? No nie. A skąd wiesz, czy po drugiej stronie ta kobieta też nie godą? Daj szansę.
JG: Właśnie wcześniej żeś powiedzioł, że duże firmy, prezesi dużych firm często właśnie po śląsku negocjują. To tak z mojego punktu widzenia, na przykład rozmowy z samorządowcami. Jak na początku się witamy i mówimy po polsku i gdzieś tam w pewnym momencie jakieś słówko wpadnie po śląsku i nagle oboje dochodzimy do tego wniosku, że właśnie my gołdomy, to ta relacja przechodzi na taki inny poziom. Jest takie, powiedzmy taki, no nie wiem, jakiś taki większy luz się robi, jest jakoś tak jakoś weselej, Ale naprawdę potrafimy sobie pogodać, chociaż wiadomo, że też co wioska, to ten śląski inaczej brzmi.
WG: Ja wiem, to są naturalne procesy wynikające z psychologii społecznej. Jeżeli my posługujemy się kodem bliższemu naszemu sercu, jedną o wiele łatwiej przełamać pewne lody, to relacja troszeczkę się zaciśnie, czyli łatwiej nam się godoł, łatwiej poruszoł ciężkie tematy, łatwiej dochodzić do konsensusu. No i myślę, że coraz to więcej też ludzi u nas to potrafi wykorzystać i zauważyć im plus.
Również w etnomarketingu coraz to więcej firm podpatruje troszeczkę rozwiązania z województwa śląskiego i też u nas zaczną wprowadzać elementy śląskie, czy to w postaci nazw różnych punktów, czy restauracji, ale też w marketingu, w social mediach kaj tyn śląski coraz śmielej występuje.
JG: Bo warto też wspomnieć, że te tabliczki gołdomy po śląsku, to one nie tylko wiszą w urzędach, ale na przykład u prywatnych przedsiębiorców, którzy też gołdają.
WG: Jako stowarzyszenie przede wszystkim wyszliśmy do samorządów, do amtów, do bergermeistrów, do fojtów. Ci bardzo chętnie, 20 tych samorządów włączyło się do tej akcji, ale też dołwomy pewną swobodę podmiotom gospodarczym, firmom, sklepom, punktom usługowym, które bardzo przychylnie patrzą na godkę, a u nich się godą, oni też lubią pogodać się z klientom. Też mogą u nas pozyskać taką nalepkę, mogą się przykleić i wtedy klient przyłazi i on już ma jasny, klarowny sygnał, że jak wchodzi, to mogę sobie spokojnie pogodać i mogę czuć się jak w domu.
JG: Czyli nie trzeba się wstydzić ze śląskiej gołdki, tylko właśnie to jest dużą wartością dodaną.
WG: Ja myślę, że tych ludzi, którzy się wstydzą, już jest coraz to mniej. Jeszcze niektórzy mają faktycznie problem odezwać się publicznie po śląsku, no bo my nie są tego nauczyni, no bo kaj my mieli się tego nauczyć. Nawet w kwestii pisania, no bo niektórzy jak widzą teksty pisane po śląsku, to mają problem z rozczytaniem. A joł gołdom - ale to jest naturalna rzecz. Jak przychodzymy do szkoły, to my poradzymy godać, ale pisać się uczymy. I tak samo z pisaniem po śląsku. Trzeba się tego nauczyć, ale dość szybko idzie się przesztalować, szybko idzie się nauczyć tych porów, znaczków, które faktycznie przydają się przy naszej godce, bo potrafią odczytać te charakterystyczne do śląskiej czy nasze pochylenie o, czy nasze łopolskie oł, czy tak jak godumy na początku uobejrzymy, czy Łopole, czy Łolesto, czy Łosprawiać. To jest coś, co jest dopiero przed nami, ale każdy chętny ma na to szansę, bo tych materiałów, tych książek, różnych publikacji po śląsku jest coraz więcej.
JG: Kolejne gminy będą miały takie tabliczki? Są już kolejne gminy chętne.
WG: Gmina Biała się już zgłosiła, wstępnie już taką deklarację wyraziła. Pora następnych gmin również je, ale na razie prowadzimy rozmowy i myślę, że jesienią, jak się wszystko dobrze poukładoł, to oficjalnie kolejne gminy dołączą do akcji i możliwe, że również dość sporego kalibru firmy mające swoje lokalizacje w województwie opolskim.
„Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego”
POSŁUCHAJ: