Joanne Gerlich odwiedziła gminę Walce, która zdobyła złoty medal w konkursie o Europejską Nagrodę od Nowej Wsi.
Na początek rozmowa z Marią Żmiją-Glombik, mieszkanką Walec, wieloletnią szefową Związku Śląskich Kobiet Wiejskich. Dzielimy się wszystkim, co oddziedziczyliśmy po naszych przodkach, po naszych rodzicach i dzięki im za to, że zostawili nam właśnie miejsce, gdzie możemy żyć spokojnie, rozwijać się, kochać się i w ogóle robić to, co musimy, co powinniśmy. My jesteśmy teraz w tej izbie tradycji, tak? Proszę powiedzieć, co my tutaj znajdziemy? Taki bardzo fajny bifej z bardzo, bardzo dawnych lat, z kolorowymi szufladami porcelanowymi, pięknie ozdobionymi, gdzie się wszystko znajdowało, od małych tam na przykład nudli, mąki poprzez cynamon i takie różne inne rzeczy. Bardzo dużo mamy takich pojemników, też kolorowych, pięknych, na których są napisy, co się gdzieś ciło w danym pojemniku i to w kuchni było bardzo, bardzo przydatne. I mamy taki pokój jeden, który służył kiedyś jako, wiadomo, że były wielopokoleniowe rodziny, więc czasem trzy rodziny mieszkały w jednym małym domku i znajdujemy się w takim pokoju, gdzie była kuchnia, łazienka, sypialnia i pokój stołowy, bo na przykład jak były jakieś tam uroczystości rodzinne, typu chrzty, komunie czy odpusty, to w tym pokoju siadały kobiety. W innym pokoju jeszcze, gdzie tam mieli taki inny pokój, taki bardziej lepszy, co służył całej rodzinie, wszystkim pokoleniom siedzieli mężczyźni. Kobiety sobie opowiadały, jak wychowywać dzieci, co podawać dzieciom, jak są chore, co robić, jak się robi takie ciasto, kołacz czy coś, no wszystko, co obchodziło kobiety. A w drugim pomieszczeniu mężczyźni sobie opowiadali, kiedy co siać, jak się cieli krowa i tak dalej, wszystko, co męskie.
Jak się tutaj wchodzi, to rzuca się w oczy na pewno, rzucają się w oczy ubrania, prawda? To są też takie tradycyjne stroje. Tak, tak, mamy tradycyjne stroje, mamy taki strój, który na pewno ma, przeszło 150 lat, mamy go od jednej pani, ona to się nazywała pani Tic, później chodziła w nim nasza sołtyska i on w tej chwili stoi już tylko na wystawie i cieszy oko. Skąd wy w ogóle macie te wszystkie przedmioty? Czy to są takie rodzinne, pozbierane gdzieś po bliskich, czy to mieszkańcy przynosili na przykład ta piękna zastawa? Takie pozyskiwane od mieszkańców. Pamiętamy jeszcze z dziecinnych lat, jak się chodziło do koleżanek, do sąsiadów, do kogoś po coś i się widziało, o jakieś piękne mają rzeczy, to mnie zauroczyło, to mnie na przykład zauroczył tutaj ten piękny bifyj. I po latach sobie przypomniałam, że takie coś widziałam, to było ładne, mi się to podobało, poszłam, może nie wiem, 50 lat później poszłam do tej rodziny, oni to mieli jeszcze i dali mi to, bo wiedzieli, że dają w dobre ręce, że to zostanie i będziemy to przekazywać następnym pokoleniom i mówić o tym, że ludzie mieszkali, mieli też ładne rzeczy, mimo że to było bardzo dawno temu, nie wszyscy byli bogaci, nie wszyscy mieli takie piękne rzeczy, ale oni akurat mieli i chwalić ich za to, że tego nie zniszczyli, nie wyrzucili, a my to przechowujemy i pokazujemy następnym pokoleniom. A w wiosce, co jeszcze jest wartego uwagi, jakby ktoś przyjechał z zewnątrz, żeby zobaczyć? Wszystko co robimy, jest taki bardzo fajny rynek chłopski, gdzie stoją maszyny dawne, rolnicy na których pracowali, później mamy kadłubek taki, kadłubek to było coś takiego, że były takie zarośla, tam płynął strumyk, był taki basen, jakby obok była straż pożarna, taka mała z takim jeszcze motopompą taką i była studnia piękna, która do dzisiaj stoi i tam jest woda, naprawdę można ją pić bez przygotowania, bo kiedyś prosiłam sanepid, żeby zrobili taką analizę tej wody, powiedzieli można pić bez przygotowania, że jest taka dobra.
Oczywiście to była masa pracy przy tym, ale się udało i w tej chwili się tam spotykamy, stawiamy na przykład drzewko majowe, które jest takim podziękowaniem dla naszych przodków za to, że nam stworzyli to miejsce na ziemi. Kiedyś jak broniliśmy Opolszczyzny, to każda gmina powinna była wtedy przyjechać z jakimś zespołem, no to były oczywiście Walczanki i ułożyć zwrotkę piosenki do niebieskiego walczyka, więc ja napisałam coś takiego, mieszkać na ziemi waleckiej, to jakby śnić piękny sen, to moja mała ojczyzna, tutaj żyć i kochać chcę. Także, no dla mnie to jest dzisiaj bardzo jeszcze takie, no przeżywam to za każdym razem jak to mówię, przekazuję to dzieciom. Niektóre są zainteresowane, niektóre nie wiadomo różnymi rzeczami dzieci się interesują, ale jak babcia opowiada, no to wnuki słuchają.
W drugiej odsłonie - rozmowa z Anną Faszynką, sołtyską z Stradunii. W 2016 roku Stradunia została okrzyknięta tą najpiękniejszą wsią opolską. Tutaj pani wspominała w rozmowie przed nagraniem, że to był taki bodziec, żeby się rozwijać, jeszcze bardziej rozwijać. W którą stronę to poszło? Myślę, że ogólnie to będzie takie rozwijanie się pod wszystkimi kątami, które są możliwe do rozwinięcia w naszej wsi, ponieważ stworzymy miejsca, spotkań, tereny zielone, dbamy o naszą wioskę, prowadzimy szkołę stowarzyszeniową. Także myślę, że tutaj pod każdym kątem jesteśmy zaangażowani, żeby ta nasza wieś prężnie działała, organizacje działały, ludzie byli obecni w życiu naszej wioski. No i to myślę, że to jest taki właśnie bodziec dla nas. To powiedzmy może o tej przyrodzie. My jesteśmy w miejscu pięknie zielonym, ptaszki nam ćwierkają. Akurat znajdujemy się na naszej Tanzdili. Jest to takie nasze miejsce, które pierwsze chyba powstało w Stradunii, gdzie właśnie mieści się nasz plac zabaw, który wygraliśmy również w konkursie. Mieści się Tanzdila, gdzie organizowane są różne zajęcia, festyny, imprezy. Jest to takie nasze miejsce spotkań przeznaczone do spacerów, do zabawy, do spędzania miło czasu, do grillowania. Także to jest nasze pierwsze miejsce. Jest to Tanzdila, która jest połączona z kolejnym miejscem, które nazywa się Flańce. Jest to miejsce, które zostało stworzone z projektu. Chcieliśmy połączyć dwie części naszej wioski, które były przedzielone przez rzekę, aby pierwszym priorytetowym takim zadaniem było, żeby dzieci mogły dojść bezpiecznie do szkoły, omijając tą ruchliwą ul. 45, która tutaj się mieści. No i nam się to udało. Są tam ścieżki, jest Utopel, który ostrzega dzieci, że nie mają zbliżać się do rzeki. Jest to takie nasze kolejne zielone miejsce, taka perełka nasza.
Kolejnym miejscem jest Pas Zieleni, taka Aleja Nadziei, którą stworzyła młodzież nasza też z projektu. Jest tam ścieżka, w której można sobie pojeździć i sprawdzić się z przepisami ruchu drogowego. Są tam urządzenia do ćwiczeń, jest ogród herbaciany, także jest to też kolejne miejsce, gdzie można miło i spokojnie spędzić czas, pospacerować, odpocząć i wsłuchać się w przyrodę. Kolejnym miejscem znowu jest Park na Lesianach, też zielone miejsce, które żeśmy odrestaurowali, ponieważ tam była kładka, która już nie sprawdzała się do użytkowania. Żeśmy zrobili ten park na nowo, w zeszłym roku w sumie zostało otwarte i też jest to takie miejsce, gdzie można odpocząć, wyciszyć się, wsłuchać się w przyrodę, pobawić, też pogrillować, no i się spotkać ze sobą. Dbacie o tę przyrodę, ale właśnie to te poprzednie pokolenia też musiały dbać, bo prawda, takie drzewo nie urośnie w dwa lata. Tak jest, dbały te osoby, także jest takie pierwsze drzewo, o którym chciałabym wspomnieć, to jest nasz kasztanowiec, który ma już ponad 100 lat, jest to taki nasz też pomnik przyrody. Posadził go pewien chłopiec na pamiątkę pójścia do szkoły, także gdy szedł do szkoły, to posadził sobie to drzewo przy szkole i on ma już teraz ponad 100 lat, jest taką naszą perełką. No i nasze dzieci też dbają o tą przyrodę również teraz, zbierają te kasztany i posadzili również te drzewa, które teraz też są już prawie trzymetrowe w różnych miejscach naszej wioski. Także dbamy, cieszymy się, że wszyscy chcą dbać i pomagać. A myślę, że niektórzy też kojarzą Stradunię ze Starorzeczem. Tak, oczywiście, Starorzecze to też jest takie nasze miejsce zielone, w którym można też odpocząć, połowić ryby, pospacerować.
Bardzo dużo ludzi tam odwiedza nasze miejsce, ogólnie bardzo dużo ludzi odwiedza Stradunię, także cieszymy się, że te miejsca mamy. Szlek, czyli nasza gra terenowa, a w późniejszym terminie questy, powstała właśnie po zdobyciu tej nagrody w 2016 roku, ponieważ bardzo dużo ludzi przyjeżdżało, odwiedzało naszą Stradunię i dopytywało, gdzie mogą pojechać zobaczyć, także postanowiliśmy, że stworzymy taką grę terenową. Żeby nawiązywało to do naszej tradycji i jako tako mogliśmy coś pokazać i przekazać tym ludziom, no to nawiązaliśmy do tego naszego utopla, który znajduje się tutaj w tych naszych flańcach i stworzyliśmy grę terenową o dzieciach Utopla, czyli przy każdym miejscu, które chcieliśmy pokazać, postawiliśmy małego trolla i z mapką, która jest dostępna, można było sobie przejść przez Stradunię. Także pokazujemy w tym momencie nasz kasztanowiec i naszą szkołę stowarzyszeniową. Przejeżdżamy wzdłuż murala, widzimy boisko, Ochotniczą Straż Pożarną, dojeżdżamy pod kościół, na Starorzecze Odry, dojeżdżamy do Lesian, do tego parku naszego. W dalszym ciągu po kilku latach została ta gra troszeczkę zmodyfikowana, ponieważ została podpięta pod aplikację Questy, którą możemy sobie pobrać na telefon i doszły znowu nowe trolle, czyli doszedł jeszcze jeden troll obok naszego właśnie muralu, który został namalowany przez dzieci i doszedł jeszcze jeden troll na Alei Nadziei, do której też prowadzi.
W ostatniej odsłonie - rozmowa z Henrykiem Szczęśniakiem, przewodniczącym Rady Sołeckiej w Brożcu i prezesem Miejscowego Stowarzyszenia Rozwoju Wsi. My jesteśmy w Waszym Spichlerzu, to takie charakterystyczne miejsce dla Brożca. Proszę powiedzieć, co my tutaj znajdziemy? Aktualnie Spichlerz stanowi Centrum Dziedzictwa Kulturowego i Turystycznego w Brożcu. Znajdziemy tutaj przedmioty zarówno codziennego użytku, czyli mamy tak jakby izby takie domowe, czyli to co zawierała dawna śląska, śląski dom, czyli pokój dzienny. Mamy kuchnię, mamy sepialnię, mamy przedmioty użytkowe, ubrania, wózki dziecięce, porcelany. To stanowi tak jakby wyposażenie pierwszego tutaj piętra. Natomiast na drugim zlokalizowane są też przedmioty rzemieślnicze, czyli to co wszystko czym się pracowało, to co zajmowali się nasi fachowcy w przeszłości, to to staramy się gdzieś tam konserwować i gromadzić i przedstawiać. To są rzeczy od mieszkańców tutaj Brożca? Tak, ale nie tylko. Te rzeczy trafiają do nas z różnych źródeł. One są już tam gromadzone od ponad 15 lat i przy okazji każdych spotkań, czy jakaś wizyta, która gdzieś jest tutaj w Spichlerzu, to mamy takie propozycje. Znowu ktoś chciałby coś do nas przekazać, ma czymś, czym chciałby się podzielić. Czasami to są pamiątki rodzinne i to jest wtedy bardzo fajne, bo my możemy też wtedy tak jakby nawiązać jakąś historię, opowiedzieć z danym przedmiotem, jeżeli my wiemy dokładnie od kogo to jest i do czego to służyło. Jakiś taki najciekawszy przedmiot, może pana ulubiony albo taki, który zawsze wzbudza największe zainteresowanie, takie zaintrygowanie? Takim ciekawym przedmiotem to jest taka odremontowana waga Espera. Ona przez lata służyła do ważenia mięsa w Gogolinie. Jedna rodzina przekazała nam tą wagę, myśmy ją w całości wyremontowali. Tak zawsze tutaj jak dzieci przychodzą, to się tam bawią tymi odważnikami i mogą tam sobie coś na niej poważyć i to jest takie udostępnione, żeby też zobaczyć troszeczkę tej techniki sprzed ponad 100 lat.
To przedmioty takie z duszą, prawda? Z dawnych lat, ale państwo tutaj jako stowarzyszenie, jako Rada też dbacie o to, żeby przekazywać to przyszłym pokoleniom, chociażby przez projekty, które realizujecie. Tak jak najbardziej. Oczywiście oprócz szeregu spotkań, które gdzieś tutaj organizujemy na miejscu, czyli spotykamy się, są organizowane różne warsztaty, realizujemy również różne projekty. Ostatnio staliśmy się też uczestnikiem Opolskich Izb Dziedzictwa Wsi. Miesiąc temu podpisaliśmy też porozumienie o współpracy z Ośrodkiem Pamięć i Przyszłość z Wrocławia oraz Instytutem Śląskim. To jest projekt pod nazwą Ocalone Dziedzictwa i tutaj też liczymy na wsparcie merytoryczne ośrodka Instytutu Śląskiego, o wprowadzeniu tej izby. Chcielibyśmy wykonać taką pełną inwentaryzację wszystkich naszych tutaj eksponatów oraz digitalizację tego, co posiadamy. Prowadzony jest też również projekt pod nazwą Partnerstwo z Historią w Tle i to jest projekt z gminą Walce wraz z gminą Mała Morawka. Prowadzony jest w ramach Funduszu Małych Projektów Eurogronu Pradziad. W tym projekcie jest zarówno tak jakby doposażenie spichlerza w gabloty, wyposażenie takie użytkowe, jak również renowacja przedmiotów.
Czyli cały czas dbacie o to dziedzictwo? Staramy się tak jakby, żeby to miejsce też żyło, żeby było jak najwięcej tutaj przekazu, zwłaszcza dla dzieci i dla młodzieży. Ponieważ ich trzeba jakoś tak zainteresować, im trzeba pokazać jak najwięcej takich detali, które wzbudzą ich zainteresowanie. Najczęściej osoby starsze widzą w tym bardzo dużo sentymentu, bo to są przedmioty, które oni jeszcze znają, pamiętają i używali w trakcie swojego życia. Natomiast dzieci już tego nie znają. My musimy im przedstawić tak jakby historię tego wyposażenia. A tak krótko, gdyby Pan jeszcze powiedział, co oprócz tego miejsca warto zobaczyć w Brożcu? No oczywiście oprócz samego spichlerza mamy też stodołę z dużymi maszynami, te które się tutaj nie mieszczą. To jest tak jakby osobna wystawa, gdzie można zobaczyć maszyny producentów niemieckich, polskich, czeskich. To jest tak jakby druga wystawa. Mamy tutaj piękny plac rekreacyjny, gdzie można spędzić czas czy popołudnie i odpocząć. Oczywiście w Brożcu jak najbardziej warto zwiedzić Studzionkę w Mosaczu, gdzie w latach młodzieńczych arcybiskup Nosol tam przebywał, więc to jest bardzo sentymentalne jego miejsce. Warto zwiedzić nasz zabytkowy kościół barokowy. To są takie miejsca, które jak najbardziej polecamy, żeby zobaczyć w Brożcu.
„Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego”
POSŁUCHAJ: