Czy można dobrze znać miejsce, w którym się mieszka i jednocześnie ciągle je odkrywać? Opolszczyzna kryje historie zapisane w zabytkach, rodzinnych wspomnieniach, muzyce, kuchni i tradycjach. Wyruszamy ich śladem w cyklu Opolskiej Jedna Historia.

Tym razem porozmawiamy o lokalnej historii związanej z II Wojną Światową, a szczególnie o losach Śląskiej Bitwy o Paliwo. Gościem redaktora Michała Pietrzaka jest Waldemar Ociepski, prezes Stowarzyszenia Blechhammer 1944. 


Przed chwilą mieliśmy kolejną rocznicę rozpoczęcia II Wojny Światowej. Wiadomo, te działania obejmowały znaczną część Europy i też świata, ale musimy się też skupić na takich dosyć lokalnych wydarzeniach dotyczących tych działań wojennych. I Kędzierzyn-Koźle, Blachownia, czy pobliskie Zdzieszowice też były świadkami dosyć dużych manewrów. Oczywiście nie od razu, bo dopiero gdzieś tam w 1944-1945 te naloty były, jednak warto znać tę naszą tutaj lokalną historię. Myślę, że oczywiście tak. Tutaj pan wspomniał o 1944 roku, ale ja bym nawet wspomniał o 1939 roku, bo według oficjalnych danych samoloty niemieckie, które bombardowały Wieluń, startowały właśnie z lotniska w Dolnej, z Ligoty Dolnej między innymi, oczywiście Polska Nowa Wieś również. I to jest też taki, można powiedzieć, lokalny przykład. Tak samo Sławięcice według różnych danych, grupa dywersyjna, która rozpoczęła akcję na radiostację Gliwice, też ponoć nocowała właśnie tutaj w obecnym hotelu Hugo. Takie lokalne też ciekawostki. Ale też jeśli chodzi o troszeczkę dłuższą, większą okolicę, to też można powiedzieć, że ta II Wojna Światowa naprawdę tak rozpoczęła się na Śląsku, bo oficjalna wersja, tutaj mówimy o Westerplatte, wszyscy wiedzą, 4.45, ale według ostatnich informacji sprzed kilku lat, które wygrzebał w Londynie badacz historii i polonijny działacz, pan Tomasz Muskus, okazało się, że o 3.14 już były ataki niemieckich czołgów w okolicach Rybnika. Czyli tak de facto naprawdę wojna rozpoczęła się na Śląsku. Wiadomo, że Westerplatte jest to symbol, ale tutaj mówimy właśnie o takich lokalnych. I tak jak pan wspomniał, no później, dopiero 1944 rok, lipiec, 7 lipiec dokładnie, to jest ta data, gdzie rozpoczęła się II Wojna Światowa, można powiedzieć, na terenach Kędzierzyna-Koźla i okolic, atakami, bombardowaniami 15. Armii Powietrznej Stanów Zjednoczonych na trzy cele, zakłady w dzisiejszej Blachowni, zakłady w Azotach i w Zdzieszowicach.


Tutaj też muszę wrócić pamięcią, no bo swego czasu mówiono w Kędzierzynie, że naloty, że mgła, tak? No teraz doskonale wiemy, że to nie była mgła, jeżeli chodzi o takie ciekawostki typowo historyczne z Kędzierzyna-Koźla. No tak, tutaj chodziło o, jak to my mówimy, sztuczne zadymianie, właśnie wytwarzanie sztucznej mgły, sztucznych chmur, celem zasłonięcia tego danego obiektu bombardowanego przed wizualnym atakiem lotników 15. Armii. Nawet u nas przy schronie Salzgitter na Blachowni stoją trzy takie, jak to my nazywamy, zadymiarki, które zostały wykopane kilka lat temu z jednym z programów historycznych i to jest taka ciekawostka, którą można zobaczyć i zawsze też pokazujemy odwiedzającym te instalacje do zadymiania, które tam sobie stoją, a to były też takie wczesne typy tych zadymiarek. Później były o wiele doskonalsze, mobilne, te były takie bardziej stacjonarne. Też, jeżeli chodzi o to zadymianie, to pamiętam wspominał Pan kiedyś o wieży na terenie zakładów, która ma konkretną wysokość, bo do tej wysokości było właśnie zadymianie. Mówiliśmy wtedy o kominie, o kominie, tak zwanym pracownictwem nazywali go Batory, z tego względu, że bardzo kopcił jak statek transakcyjny Batory, ale no niestety dzisiaj już tego komina nie ma, bo został chyba dwa lata temu wyburzony całkowicie. Pozostały po nim zdjęcia, my mamy te zdjęcia w naszych zasobach, możemy go jeszcze zobaczyć i faktycznie on był, według informacji, które uzyskaliśmy, był właśnie wyburzany systematycznie, bo zawsze wystawał ponad tą zasłonę i Niemcy obawiali się, że będzie go widać i będzie zdradzał pozycję zakładu, chociaż tak naprawdę, powiem szczerze, to nie miało żadnego znaczenia, chyba, że przy niskim bombardowaniu, ale przy takim wysokim jak stosowali Amerykanie od 6 do 9 tysięcy metrów, tego komina praktycznie nawet nie było widać.


Te naloty na współczesny Kędzierzyn Koźle dobrze widać po lasach. Jeszcze mnóstwo lejów po bombach jest, ale naloty, jeżeli chodzi o atak na fabryki, nie były skuteczne tak do końca. Tysiące lejów jeszcze dzisiaj możemy zobaczyć w lasach. Kto jeździ po lesie rowerami, to na pewno je widzi. Są one dzisiaj jeszcze. Jeśli chodzi o skutki bombardowania, to znaczy tak. Na pewno nie mówi i nie myślimy w ten sposób, że każdy nalot zniszczył zakład, fabrykę. On w każdym bądź razie w mniejszym lub większym stopniu ją unieruchamiał. I ona była siłami tych tysięcy robotników przymusowych, jeńców wojennych i więźniów, obozów tutejszych, szybciutko naprawiana. To w zależności też od szkód, jakie były. W sprawozdaniach czytamy różnie, od powiedzmy tygodnia do dwóch, trzech tygodni, czterech. A i nieraz dłużej, jeśli faktycznie były te szkody duże. Ale faktycznie nie było to tak, że każdy nalot zmiótł tę fabrykę z powierzchni ziemi. Ona była uszkodzona w różnym stopniu. Czyli to zadymianie coś dało? Oczywiście, że dało, bo to widzimy też na zdjęciach amerykańskich z czasów bombardowania, że niejednokrotnie widzimy tylko pod spodem chmury, a nad nimi właśnie lecące bomby amerykańskie. Zdjęcie było wykonywane z komory bombowej danego samolotu amerykańskiego. Ale też na innych zdjęciach rozpoznawczych jeszcze możemy zobaczyć też, gdzie ta zasłona dymna jeszcze istnieje. Czyli jeszcze się utrzymuje i widać dużo tych smug dymu, które zasłaniają z różnych kierunków. Oczywiście wtedy jak wiatr wiał, tak ta zasłona sobie wędrowała, że tak powiem. Dlatego też ta zasłona była naokoło całych zakładów. No i też to była strategiczna misja, bo produkowano tutaj paliwo syntetyczne napędzające całą machinę wojenną III Rzeszy.


Tak, pomimo tego, że zakłady, te trzy zakłady, o których mówiliśmy, Blachownia, Azoty, Zdziszowice dzisiejsze, nie były typowymi zakładami zbrojeniowymi, które produkowały samoloty, czołgi czy amunicję, ale de facto były to zakłady związane z produkcją zbrojeniową, bo produkowali paliwo, paliwo z węgla kamiennego, paliwo syntetyczne, które napędzało przede wszystkim samoloty i w mniejszym wymiarze czy samochody, czy inne rzeczy, ale też było produkowane wiele różnych specyfików do produkcji działań wojennych, które też były potrzebne właśnie do produkcji chociażby czy prochu, czy innych rzeczy i to właśnie był główny cel produkcji tych zakładów. No też spotkałem się z takim stwierdzeniem, że postawienie na paliwo syntetyczne przez III Rzeszę było błędem. Jakby postawili na ropę, to zupełnie inaczej mogłaby ta II Wojna wyglądać. No tak, ale skąd tą ropę brać, jak ropa to jest naturalna kopalina, a tutaj mówimy o sztucznym, czyli przetwarzaniu węgla kamiennego w paliwo syntetyczne, dlatego też Niemcy parli na Kaukaz, mieli swoich sojuszników w postaci Rumunii, gdzie były też duże pokłady ropy naftowej i stamtąd też pozyskiwano, no bo wiemy, że własnych zasobów ropy naftowej Niemcy nie mają, dlatego też poszukiwanie tej alternatywy do ropy naftowej, ono już rozpoczęło się przed II Wojną Światową. Tutaj możemy powiedzieć o trzech naukowcach niemieckich, o profesorze Fischer'u Bergiusu i Tropschu, który właśnie wynalazł tą metodę suchej destylacji węgla kamiennego, która była przetwarzana na te paliwo syntetyczne i to też dzięki nim te dostawy, jak by nie było też ogromne dostawy, były też właśnie wysyłane na front. I też dlatego, biorąc pod uwagę paliwo syntetyczne, mamy te działania nazwane Śląską Bitwą o Paliwo. Pod taką nazwą też mamy Muzeum w Kędzierzynie-Koźlu Blachownia. Dokładnie, pod tą nazwą Muzeum Śląskiej Bitwa o Paliwo Blechhammer 1944. Blechhammer to jest, po polsku mówiąc Blechhammer, to jest nazwa miejscowości Blachownia dzisiaj, dzielnicy Kędzierzyna-Koźla.


1944 to jest data, rok, w którym rozpoczęły się bombardowania amerykańskie, ale tak jak tutaj mówimy rozpoczęła się na tym terenie II wojna światowa, z dniem 7 lipca, z dniem pierwszego nalotu. Naloty to jedno. Setki, tysiące pewnie kilogramów spadły z bombowców. Ale też udało się Niemcom jeden, przynajmniej chyba, że więcej bombowców zastrzelić. Poszukiwania trwają do dzisiaj. Nie no, oczywiście, że więcej. W okolicach Kędzierzyna Koźla spadło 29 samolotów bombowych typu B-24 Liberator i B-17 Latająca Forteca. Zginęło z tych samolotów 135 członków załóg. Do dzisiaj jest 15 z nich poszukiwanych, którzy leżą w niezidentyfikowanych grobach. Nawet trudno powiedzieć, że grobach w miejscach na terenie Kędzierzyna Koźla. Przeważnie byli oni grzebani przy szczątkach zestrzelonych maszyn. Te działania tutaj, to było te kilka nalotów i koniec? Jeśli mówimy o amerykańskich działaniach, to tak. To było razem 16 nalotów. 1-7 lipiec 1944, ostatni 26 grudzień 1944 rok. Także to było dobre pół roku. No a później to wiadomo wkroczenie Armii Sowieckiej.


Zakłady zbrojeniowe to raz. No też siła napędowa samych tych zakładów była potrzebna. Pozostałości też widzimy na mapach i chociażby w Sławięcicach do tej pory, w miejscu pamięci. No oczywiście. Wybudowanie takich trzech zakładów, takich molochów na dzisiejsze warunki, to potrzebowało ogromnych ilości zasobów ludzkich. I tutaj możemy powiedzieć, że zakłady w Blachowni, które były po rozpoczęciu budowy z końcem 1939 roku, już ci robotnicy, jeńcy i więźniowie już byli w obozach przy Blachowni, przy zakładach Blachowni. Tutaj możemy wspomnieć o żołnierzach z kampanii wrześniowych, żołnierzach polskich, którzy różnie byli jeńcami wojennymi i na tym terenie pracowali. U nas w muzeum posiadamy nieśmiertelnik jednego żołnierza właśnie Wojska Polskiego, który został odnaleziony na terenie obozów. Można go zobaczyć w naszym muzeum. Ale również, tak jak wspominałem, tutaj właśnie rzesze tych ludzi, którzy byli niezbędni do budowy. Taka ciekawostka, możemy powiedzieć, że w obozach, które już były w pełni wybudowane przy zakładach, było według różnych źródeł od 30 do 75 tysięcy ludzi. Ale oczywiście to zostało później zweryfikowane gdzieś do około 40 tysięcy ludzi, ale to i tak jest ogromna przecież ilość osób między samym osiedlem Blachownia, a osiedlem Sławięcice. Też takim najbardziej przejmującym miejscem jest obóz, filia obozu Auschwitz-Birkenau w Sławięcicach. Tak, to jest jeden z tych 21 obozów, o których mówiliśmy przy samych zakładach Blechhammer. Jest on najbardziej rozpoznawalny, chociażby z tego względu, że zostało tam oryginalne krematorium, wieżyczki strażnicze, słupy, ogrodzenia, jakieś podmurówki, fundamentów, piwnice. I on jest, tak jak wspominałem, najbardziej i najbardziej rozpoznawalny. Wiele osób mówi, a to tylko ten obóz. Nie, nie tylko ten. Jeden z 21 obozów, który był przy samej Blachowni. No teraz w większości obozy porośnięte lasem. Tak, bo są to tereny Nadleśnictwa Kędzierzyn-Koźle i wiemy doskonale, bo również współpracujemy z Nadleśnictwem Kędzierzyn, wiemy, że na tym terenie w sumie nic się nie robi, z tego względu, że te pozostałości, które tam są, właśnie w postaci tych licznych resztek, nie pozwalają na przeprowadzenie prac leśnych, czy na nowe nasadzenia, na zrobienie szkółki leśnej. Ale są to znowu dla nas, jako dla osób, które prowadzą muzeum, no naprawdę takie perełki, skarby, które pokazujemy niejednokrotnie osobom, które odwiedzają też nasze muzeum, ale też organizujemy właśnie wycieczki po tych terenach.


„Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego”


POSŁUCHAJ: