- Siedemdziesiąt procent pracowników to są mieszkańcy gminy Zawadzkie. Ja jestem ich przedstawicielem i zrobię wszystko, co w mojej mocy, na każdym szczeblu: lokalnym, wojewódzkim czy centralnym, żeby ściągnąć inwestora, który po prostu da pracę i utrzyma tych ludzi na miejscu. Zagwarantowanie miejsc pracy w innych zakładach, to jest jedno, natomiast ta esencja ludzka, ona mi się rozejdzie, czyli nie będzie fachowców, którzy ewentualnie mieliby zapełnić nowy zakład pracy o zbliżonej produkcji - mówi burmistrz Michał Rytel.
- Mam dwa lata do emerytury, a nie wiadomo co będzie - mówi jeden z pracowników.
- Mam piątkę dzieci na utrzymaniu za 3500 złotych. Ciężko jest - dodaje kolejny.
Dodajmy, że zamknięcie walcowni to zarówno dramat pracowników i ich rodzin, które stracą środki do życia, ale też spory cios dla gminnego budżetu. Informacja o likwidacji zakładu już odbiła się szerokim echem w całym kraju. Strajk pracowników rozpocznie się w południe. Na miejscu będzie nasz reporter.